Regulamin forum


Karta postaci niezbędna jest do większości gier fabularnych.



Odpowiedz  [ 4 posty(ów) ] 
 [Karta postaci] Nephalem 
Autor Wiadomość
Uczeń Heremona

Rejestracja: 8 Sty 2015, o 22:04
Posty: 501
Podziękowano: 9 razy
Otrzymanych podziękowań: 83 razy
Nick w grze: NephaleMo
Odpowiedz z cytatem
Post [Karta postaci] Nephalem
[Imię]
Nephalem

[Klasa]
Nephalemi, to Ci spośród Nephilimów, czyli potomków aniołów i ludzi, którzy z cech nadprzyrodzonych wykazują tylko nadludzką szybkość ruchów i siłę, nie mając jednak cech fizycznych takich jak skrzydła anielskie czy nietoperze, przesadnie rozwiniętych kłów jak u synów szatana i nie ulegają przemianie w księżycowe noce i najczęściej nie są nawet świadomi swoich przodków.

[Charakter]
Nienawidzi swojego pochodzenia, gdyż wie, że jego ojcem był sam niosący światło, który jako pierwszy się zbuntował i zstąpił z niebios zasiewając zło w sercach i ciałach ludzi, kiedy się dowiedział dlaczego jest prawie nieśmiertelny, a na pewno bardziej długowieczny od innych, rozpoczął swoją świętą misję, by wykorzenić na ziemi pokolenie tych, którzy są zarazą gatunku ludzkiego i jedynie do swojej chwały i korzyści dążą, kierując się nie dobrocią serca, a popędem ciała zaledwie.

[Opis fizyczny]
Jako opis niech posłuży napisane przeze mnie kilka lat temu opowiadanie, p.t. "Tropiciel"

Cytuj:
Słyszałem różne określenia tych stworzeń: bestie z otchłani, synowie księżyca, opętani przez demona, lunani, niektórzy unikali jakiejkolwiek nazwy, bojąc się panicznie takową choćby głośno wymówić – ale większość nazywała ich wilkołakami. Mi najbardziej odpowiadało najstarsze i najbardziej trafne określenie – lykani, gdyż pochodzi ono od najstarszego znanego określenia choroby czy opętania, co zresztą kiedyś było uznawane za jedno i to samo, a konkretnie miana likantropia. Polegała ona na tym, że człowiek będący pod jej wpływem w czasie pełni księżyca zmieniał się w zwierze podobne do wilka, ale o wiele większe i silniejsze, pod tą postacią zabijając wszystko co się ruszało w okolicy, a zwłaszcza ludzi.
Dwie rzeczy zawsze były wspólne: krwiożerczy potwór lub grupa potworów terroryzuje małe miasteczko i jego mieszkańcy są w stanie zapłacić każdą cenę, aby się uwolnić od wiszącej nad nimi grozy. Grupy osobników były rzadkością, bo to raczej typy samotnicze i walczące o terytorium i kiedy było ich zbyt wiele to zazwyczaj zabijały się między sobą, ale za to mała wielkość atakowanego miasteczka była normą. Zwłaszcza jeśli w sąsiedztwie były jakieś lasy czy góry, gdzie łatwo można było się ukryć i polować na okolicznych mieszkańców. To był styl działania wilkołaków i ja doskonale sobie z tego zdawałem sprawę.
Ta misja miała być jednym z rutynowych działań, jakich wiele ostatnimi laty miałem okazję przeprowadzić i nic nie wskazywało na to co się wydarzy i jak bardzo moja wiedza na temat likantropii, jej przyczyn i skutków, różniła się od rzeczywistości.
Moją standardową bronią, jak wielu mniemało, a ja nie negowałem, były srebrne kule, ale to nie była cała prawda. Rzadko kiedy używałem mojego rewolweru kaliber 45 mm, gdyż nie był on wystarczająco skuteczny, aby zabić, a jedynie mógł spowolnić lykanina. Dzikie bestie walczą pazurami – dlatego i ja używałem głównie srebrnych noże – kilkanaście z nich doskonale wyważonych sztyletów, służyło mi do walki na odległość, dwie szerokie i ostre jak brzytwy maczety oraz krótka mizerykordia – do odpierania ataków w zwarciu.
Wyposażenia dopełniały również ciężkie nabijane gwoździami rękawice, obudowane kolcami buty. Należałoby dodać także inne elementy czyniące z mojego stroju prawie zbroję – bransolety na nadgarstkach i bicepsach, wzmocnienia na kolanach, łokciach, łydkach i wokół torsu. Nie było to jednak srebro, byłoby zbyt ciężkie, ale stop tytanu, jeden z najtwardszych na Ziemi. Często zabierałem także kuszę, do której bełty sam ręcznie wyrabiałem z bardzo twardego drzewa hebanowego i srebrnych grotów, lotek nie używałem – pociski miotałem na tak małe odległości, że były zbędne.
Opłata za wykonane zadanie to też już był u mnie pewien standard – z racji, że nie była to zwyczajna praca, to stawka musiała być nie tylko wysoka, ale też niezwykła – pół kilograma srebra i dwie czarne perły. Srebro nie było mi potrzebne ze względu na wartość pieniężną, co użytkową, bo niestety ale moja broń i amunicja bardzo szybko się zużywały, co nie było niczym dziwnym, zważywszy na nadzwyczajną siłę moich przeciwników. Co do pereł – to upodobałem je sobie ze względu na dawno zmarłą ukochaną i czarnych jak te perły źrenicach oczu.
Według relacji jedynego naocznego świadka i kilku świadków pośrednich, którzy opowieść słyszeli od tych, którzy już nie żyją – bestie były dwie. Co jeszcze dziwniejsze, wydawały się, sądząc po tym co usłyszałem, kompletnie niepodobne do tych, które do tej pory widywałem i zabijałem. Żadna z nich nie była 3 metrowym wilkiem na dwóch łapach z ogromnymi kłami, ale jedna przypominała raczej niedźwiedzia, jak mówili miał co najmniej 10 metrów wzrostu, co daje najwyżej sześć, biorąc pod uwagę jak ludzie w strachu wyolbrzymiają proporcje.
Najbardziej zadziwiający był jednak opis drugiego potwora. On nie był podobny do żadnego zwierzęcia, a raczej do człowieka! Wyrośniętego nad miarę, o szerokich, silnych ramionach, z wielkimi kłami i ogromnie bladego – ale mimo wszystko człowieka. Co więcej, choć w porównaniu do swojego niedźwiedzia był dość mały mimo swoich 3 metrów wzrostu, to wyraźnie zdawał się mu rozkazywać, jakby był jego władcą – zupełnie jak właściciel psa rozkazujący swojemu pupilowi.
Wszystko to mnie strasznie zaniepokoiło, choć nie uwierzyłem w większość spośród zasłyszanych opowieści, mimo, że były bardzo zgodne i zamiast jak w większości przypadków wzajemnie sobie zaprzeczać, ale uzupełniać się i potwierdzać. Ja jednak zbyt dużo przeżyłem i nigdy nie widziałem czegoś takiego, więc musiałem to zobaczyć na własne oczy, zanim uwierzę w choć jedno słowo.

Zbliżał się wieczór. TEN wieczór. Po 28 dniach księżyc przeszedł przez wszystkie fazy i znowu miała być pełnia. Już od 4 dni byłem na miejscu i przygotowywałem się do wyprawy. Dziś pozostała mi tylko medytacja, bo skupienie i wyostrzenie wszystkich zmysłów były niezbędne w rzemiośle, które uprawiałem.
Wstałem, odetchnąłem głęboko i ruszyłem w las. Delikatna woń żywicy podrażniła moje nozdrza, ale to nie był zapach, którego szukałem. Szelest liści w podmuchach wieczornego wiatru też nie był tym szelestem, który starałem się wychwycić we wszechobecnej ciszy. Zobaczyłem jednak ogromne ślady łap, jakby specjalne pozostawione na mojej drodze i zapraszające do wejścia głębiej w mroczną puszczę. Wziąłem do ręki kuszę, naciągnąłem ją i jeszcze bardziej się koncentrując – ruszyłem.
Przez pół kilometra nic się nie działo, poza tym, że ślady były coraz głębsze i wyraźniejsze, z jednej strony dlatego, że ziemia była tu mniej udeptana, niż na obrzeżach lasu, ale także z powodu zwiększenia ciężaru zwierzęcia – zupełnie jakby niosło coś ciężkiego w łapach bądź pysku. Wkrótce miałem się przekonać co to było.
W ostatniej chwili zdążyłem uskoczyć w bok i przetoczyć fikołkiem w krzaki, gdy nad moją głową przeleciała ogromna belka, a właściwie całe, wyrwane z korzeniami drzewo. Na kolejny atak już nie trzeba było długo czekać. Skoczyło na mnie ogromne cielsko, szczerząc rząd ostrych jak szable zębów i prawie jak szable wielkich i długich. Nie przesadzili też wieśniacy w jego opisie – faktycznie było to prawie 10 metrowy niedźwiedź.
Nie myśląc wiele wypaliłem serię bełtów w jego brzuch i pachwiny, gdyż wiedziałem, że od głowy i klatki piersiowej zwyczajnie się odbiją, a utkwiwszy w kończynach, nie obezwładnią, a jedynie rozwścieczą bestię. Tak jak się spodziewałem jednak poza spowolnieniem wroga, nie osiągnąłem żadnych wyraźniejszych sukcesów.
Szybko odrzuciłem kuszę, gdyż i tak już był jej ponownie nie naładował i naciągnął, bo nie było na to czasu i ująłem w dłonie moje najlepsze zabawki, które wkrótce poleciały w storę bestii wbijając się po rękojeść – 2 sztuki w gardło, 4 między żebra w okolicach serca, wszystkie wbite po samą rękojeść.
Efekt był taki jakiego się spodziewałem, choć nie do końca. Lykanin normalnych rozmiarów i postaci wilka już by nie żył, ale nie miałem tutaj do czynienia ze zwykłym wilkołakiem. Ale z czymś o wiele potężniejszym, co w żaden sposób nie chciało umrzeć. Mimo tkwiących w ciele strzał i srebrnych sztyletów – ruszyło cwałem w moim kierunku. Skoczył. Wydawałoby się, że to już koniec…
I tak też mniemał drugi potwór obserwujący całe zajście, niedbale stojący pod drzewem i opierając się o nie plecami i dłubiący w zębach jakąś gałązką, czy słomką trawy. Był jednak wyposażony w nadnaturalne zdolności, nie tylko warunkujące jego krwiożerczą siłę, ale również nadzwyczajną inteligencję i umiejętność dostrzegania tego, czego nie widać. Odbił się więc od drzewa i podszedł w kierunku, gdzie rzucił się jego niedźwiedź mówiąc:
- Szkoda go, to był naprawdę silny i odważny wojownik. Ale cóż… Sprawiedliwie wygrał lepszy.
- Z pewnością – ciężko dysząc odpowiedziałem wytaczając się spod cielska, któremu właśnie rozplatałem brzuch i które trzęsło się w agonii. – Z całkowitą pewnością wygrał lepszy – i odrąbałem jeszcze na wszelki wypadek łeb potwora i kopnąłem go w stronę mojego drugiego przeciwnika.
- Czyli teraz moja kolej? – w uśmiechu jego śnieżnobiałych zębów osadzonych w przekrwionych dziąsłach było coś hipnotyzującego, ale nie grozą, pięknością.
Był taki, jak go opisywali wieśniacy, dużo większy, niż przeciętny człowiek, ale jednak nie jakiś nadzwyczajnie ogromny, miał może 250-270cm wzrostu, ubrany w czarny płaszcz z postawionym na sztorc kołnierzem, na który spływały bujnie długie włosy. Oczy czarne jak noc, o spojrzeniu łagodnym, ale zarazem straszliwym, bo na ich dnie czaiła się śmierć. Smukłe dłonie luźno zwieszały się wzdłuż ciała, dłonie wypielęgnowane, gładkie, o równo przeciętych paznokciach, a nie jak się można było spodziewać ostrych jak brzytwy szponach bestii.
Ogólnie bardziej przypominał anioła, niż diabła, ale czymże jest diabeł, jak nie upadłym aniołem właśnie? Ale niezależnie od tego jak był piękny i jaką dobroć można było znaleźć w masce jaką przebrał na obliczu aniołem nie był i moją misja było pozbawić te oczy blasku, a te usta uśmiechu.
Wyjąłem z kieszeni chustę i przetarłem moje dwie maczety z krwi właśnie zabitego przeciwnika, przekręciłem je dwukrotnie wokół nadgarstków, przybrałem postawę i byłem już gotów do kolejnej potyczki…

Ciąg dalszy nastąpi.


[Ulubiony rodzaj broni]
Najlepszą bronią zawsze była dla niego szybkość i gołe pięści oraz stopy, ale rozwój współczesnej techniki zbrojeniowej stworzył coś w czym od razu się zakochał - kastety, które od tej pory stały się przedłużeniem jego własnych rąk, czyniąc je narzędziami o jeszcze bardziej morderczej sile.

[Szczegółowo opisana broń i cały rynsztunek bohatera]
jeszcze uzupełnię, a jeśli się uda na najbliższym zlocie postaram się przyjechać w to ubrany, o ile w ogóle się na nim pokażę

[Zajęcie, którym się zajmuje na co dzień]
Nic tak nie pokrzepia ducha jak walka w służbie dobrego, a nic tak nie pokrzepia ciała jak suto nakryty stół, dlatego Nephalem, który kocha zarówno bić się jak i jeść poza polem walki jest zapalonym kucharzem i w tym zawodzie pomnaża swój majątek. Szczególnie upodobał sobie pracę nożami rzeźnickimi, które w jego rękach są jak niewinne dziecięce zabawki czy jak pędzle czy rylce w dłoniach wytrawnego artysty, dlatego bardzo często można u niego dostać świeże mięcho najlepszej jakości, cięte wzdłuż włókien i idealnie oddzielone od kości.
Nephalem uwielbia też taniec, nie koniecznie z mieczami.

[Stan cywilny]
żonaty, z piękną zielonooką druidką imieniem Antyteza

[Słabości i marzenia]
Mimo wyższego, niż zwykli śmiertelnicy pochodzenia, jednak często ulega czysto ludzkim słabościom, lubi posiedzieć w karczmie w podziemnej krainie koldów i wypić ich mocnych trunków, urokom tamtejszych kobiet jednak nie ulega, będąc wierny swojej kobiecie.
Zatraca się też często w tym czym zajmuje się na co dzień wpadając w amok, tak, że prawie nie ma z nim kontaktu.

[Dodatkowe]
Wiele tajemnic Nephalema, wciąż pozostanie jeszcze do odkrycia, ale szukajcie a znajdziecie odpowiedzi.

_________________
Nephalem 104 (sh) i rośnie
NephaleMo 101 (mo)
XioncDawid 65 (dr)
NephalemUk 50 (łuk) i rośnie


4 Mar 2016, o 14:03
Profil
Błądzący w Tunelach

Rejestracja: 3 Kwi 2015, o 14:41
Posty: 148
Podziękowano: 15 razy
Otrzymanych podziękowań: 132 razy
Odpowiedz z cytatem
Post Re: [Karta postaci] Nephalem
Jedno z nielicznych opowiadań, które przeczytałem bez rozczarowania. Jedynie w opisie walki zabrakło mi zaradności tropiciela, który powinien raczej reprezentować bardziej finezyjny styl polowania.
Silna postać o jasno sprecyzowanym, choć prostym charakterze. Archetyp wędrowca i awanturnika, choć wspomaganego nie mutacjami czy wyposażeniem, a pochodzeniem. Jak u typowego sferotkniętego determinuje ono zachowanie, w tym przypadku odrzucenie dziedzictwa przez tieflinga.
Szkoda tylko, że zupełnie nie pasuje do Taernu, który nie wnika w religię, a multirasowość spycha na dalszy plan.
Jeden istotny zgrzyt; spodziewałbym się, że nie tylko wierność pozwalałaby się oprzeć koldzim kobietom...


5 Mar 2016, o 01:46

Podziękowali: Robertrof (19 Kwi 2016, o 02:08)
Profil
Uczeń Heremona

Rejestracja: 8 Sty 2015, o 22:04
Posty: 501
Podziękowano: 9 razy
Otrzymanych podziękowań: 83 razy
Nick w grze: NephaleMo
Odpowiedz z cytatem
Post Re: [Karta postaci] Nephalem
Kalart napisał(a):
Jeden istotny zgrzyt; spodziewałbym się, że nie tylko wierność pozwalałaby się oprzeć koldzim kobietom...

To chyba nie do końca zrozumiałeś co znajduje się w barze Tąpnięcie i/lub nie robiłeś q "Femme fatale" oraz pobocznego "Mordownia", żeby zrozumieć, że absolutnie nie miałem na myśli bynajmniej koldzich kobiet. :)

Co do wierności klimatowi... Tearn nie wnika w religie? a Sarmatyni, a wyznający fanatycznie "Ducha Kamienia" koldzi? Nie ma innych ras? a ożywione duchy, a Deon - zombie, a wiedźma Hoberl, która żyje już na tym świecie nawet dłużej, niż Deon, bo zapiski w jej pamiętniku były pismem starszym, niż był on w stanie odczytać i trzeba było prosić Sidiusa... ba, nie ma ras A KOLDY? Jak rzecze quest "kold nie człowiek"

Poza tym nie użyłem tuta odwołań religijnych bynajmniej, a literackie, nie znajdziesz odniesień do Biblii a do "Angelologii" Danielle Trussoni, cyklu książek Jacka Piekary o Mordimerze Madderdinie, czy cyklu o Wiedźminie Sapkowskiego (to w opisie broni, którego nie dokończyłem).

Co do opowiadania, ta część jest jakby wstępem nakreślającym postać i napisałem ją już kilka lat temu, swojego czasu miała sporo pozytywnych komentarzy na moim blogu literackim, który niestety upadł już jakiś czas temu, natomiast to właśnie druga część miała stanowić opis walki z właściwym przeciwnikiem - stanowiącym pana tej kreatury, która padła tutaj. Ale nie o opis walki przecież chodzi w karcie postaci, to może być element jakiejś rozgrywki fabularnej, tutaj najważniejszą kwestią było nakreślenie postaci.

_________________
Nephalem 104 (sh) i rośnie
NephaleMo 101 (mo)
XioncDawid 65 (dr)
NephalemUk 50 (łuk) i rośnie


5 Mar 2016, o 11:33
Profil
Uciekinier Taernijczyk

Rejestracja: 14 Mar 2017, o 15:25
Posty: 2
Podziękowano: 0 raz
Otrzymanych podziękowań: 0 raz
Serwer: HardCore
Odpowiedz z cytatem
Post Re: [Karta postaci] Nephalem
Mimo to, to i tak miła postać ^^

_________________
Bęben piwny? zwalcz go! http://tabletkinaodchudzanie.co


14 Mar 2017, o 15:27
Profil WWW
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Odpowiedz   [ 4 posty(ów) ] 

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Szukaj:
Skocz do: